Lata 20.

Lata 20. – między damą a chłopczycą

[galeria zdjęć pod artykułem]

Moda, w której nie można wyjść na ulicę, nie jest modą.
Coco Chanel

Słowa wielkiej projektantki mody Coco Chanel stanowią krótką, ale jakże treściwą charakterystykę rewolucji, jaka dokonała się w ubiorze damskim w latach 20. Kobieta chciała przede wszystkim wygody, która umożliwiłaby jej wykonywanie zadań postawionych przez nowe czasy oraz dążenia do niezależności. Ta tendencja miała swoje początki i bezpośrednie korzenie w okresie I wojny światowej: kobiety po raz pierwszy w historii na tak dużą skalę przejęły role mężczyzn, którzy walczyli na froncie, wobec czego ich ubiór przestał służyć jedynie ozdobie i został poddany praktycznym przemianom, przede wszystkim umożliwiającym podjęcie aktywnej pracy. Ta dziejowa konieczność uświadomiła żeńskiej części populacji dwie bardzo ważne rzeczy: po pierwsze, że kobiety stanowią nieodzowną cząstkę społeczeństwa, bez której w sytuacji krytycznej kraj nie może się obejść. Po drugie, kobiety dostrzegły, że są silne i potrafią podołać zadaniom dotychczas zarezerwowanym wyłącznie dla mężczyzn. Stąd był już tylko krok do praktycznej manifestacji tych doświadczeń w ubiorze i przemianach obyczajowych. A że wojna się skończyła, powstały warunki dla wysublimowanych i nieraz szokujących nowości.

Sylwetka

Podstawową cechą charakterystyczną sylwetki kobiecej w latach dwudziestych jest jej defeminizacja. W praktyce ta tendencja wyrażała się „zrzuceniem gorsetu”, tak bardzo krępującego kobietę, a dalej także obniżeniem stanu, przy jednoczesnym skróceniu długości stroju, co doprowadziło do optycznego skrócenia nóg. Kobieta nie eksponowała talii ani biustu – niektóre panie wręcz obwiązywały się bandażami, by spłaszczyć piersi.

Fryzura i nakrycia głowy

Równie charakterystycznym elementem całości stroju kobiecego była fryzura na „chłopczycę”oraz dostosowane do niej kapelusze kaski. Włosy kobiece przestały być eksponowane jako atut i erotyczny wabik – wręcz przeciwnie: co bardziej konserwatywne panie upinały je tuż przy głowie, natomiast te nowoczesne, idące z duchem czasu obcinały je na wysokości ucha. Po raz pierwszy to rewolucyjne cięcie wyszło spod nożyczek fryzjera polskiego pochodzenia Antoine’a Cierplikowskiego, który uczesał w ten sposób francuską aktorkę Èvę Lavallière, odgrywającą rolę Joanny D’Arc.

Nakrycia głowy stopniowo ewoluowały od obszernych i nieraz bogatych w ozdoby kapeluszy charakterystycznych dla poprzedniej epoki. W początkach lat 20.kapelusze znacznie bardziej nachodziły na głowę, a rondo uległo zmniejszeniu. W połowie dekady nakrycia głowy przybrały swoją najbardziej charakterystyczną, dopasowaną do fryzjerskich trendów formę. Kształt kapelusza miał przypominać wojskowy hełm – główka była bardzo głęboka i okalała całą głowę kobiety, a rondo zostało zminimalizowane lub usunięte zupełnie. Z boku kapelusze często były ozdabiane, np. klamrami lub kwiatami.

Dla stroju wieczorowego charakterystyczna była przepaska, do której z boku dopinano wystające pióra, korale lub cekiny. Ta ozdoba była niezwykle charakterystyczna dla bujnego podówczas życia kabaretowego.

Makijaż

Być może paradoksalnym jest, że w latach 20., kiedy kobiety tak bardzo chciały upodobnić się do mężczyzn, makijaż nie zaniknął, a wręcz przeciwnie – stał się bardzo wyrazisty i mocny. Tłumaczyć to można tendencją do łamania społecznych tabu: kobiety zaczęły pracować, usamodzielniły się, a nawet paliły papierosy – dlaczego zatem nie miałyby nosić mocnego makijażu, w poprzednich epokach niestosownego? Wciąż jeszcze twarz pozostawała blada – stosowany biały albo bardzo jasny puder, na który nakładano róż w różnych odcieniach – poprzez tonacje różowego aż do koloru pomarańczowego. Oczy były podkreślane czarną, mocną kreską rysowaną na górnej części powieki. Modne były cienkie, łukowate i wyraziście podkreślone brwi. Usta malowano różnymi odcieniami czerwieni w „łuk kupidyna”, nadając im kształt niezgodny z naturalną linią – były nieco zwężone i podwyższone. Makijaż ten nadawał twarzy kobiety charakterystyczny, nieco drapieżny wygląd.

Inspiracje Art Deco

W latach dwudziestych podstawowym stylem w architekturze, sztuce, zdobnictwie, a także w modzie było art deco, którego powstanie, mówiąc skrótowo, było wynikiem znużenia secesją. Przerost formy zdobniczej nad treścią doprowadził do przesilenia, które zaowocowało zupełną zmianą trendu – w stylu art deco wyeksponowana była funkcjonalność, forma stała się prostsza, kształty zgeometryzowane, kolory skontrastowane. W początkowej fazie art deco silnie inspirowało się orientem – było to widoczne w kreacjach jednego z największych projektantów tamtych czasów, Paula Poiret. Po nim pałeczkę przejęła Coco Chanel, której styl wpisywał się świetnie w założenia art deco – królowała w nim funkcjonalność. Do nieśmiertelnych wynalazków Coco Chanel trzeba zaliczyć: kostium, który po czasy dzisiejsze stanowi damski odpowiednik garnituru; małą czarną oraz ponadczasowy zapach Chanel No. 5. Art deco miało wpływ na wygląd biżuterii, a nawet ubioru: sylwetka sukienki przypominała prostokąt, popularne były kontrastowo dobrane kolory. Natomiast w modzie kabaretowej królowały zaczerpnięte z orientu pióra, cekiny, korale i ogólnie wszelkiego rodzaju bardzo jaskrawe i błyszczące ozdoby.

Ewa Tamara Łukasik