Moda balowa i wieczorowa lat 30.

modawieczorowa30

Bulwar utraconych marzeń – kilka słów o modzie wieczorowej lat 30.

Czarny Czwartek, 24 października 1929, to dzień, który za początkował, a dla wielu również zdominował dekadę lat 30. Czas kryzysu wpłynął na życie milionów ludzi na całym świecie. Nie mógł jednak powstrzymać mody i kina, a jedynie zaostrzył apetyt na bajeczne, pełne kolorowych piór i cekinów marzenia, które zostały na zawsze uwiecznione na fotografiach i w kadrach starych filmów.

Chude lata, długie sukienki

Moda lat 30. pod wieloma aspektami stanowiła całkowite zaprzeczenie trendów z poprzedniej dekady i na pozór zupełnie nie odzwierciedlała powszechnego obniżenia stopy życiowej. Do najważniejszych zmian w typie sylwetki należały powrót talii na jej właściwe miejsce oraz wydłużenie spódnicy aż do pół łydki, co oznaczało większe zużycie materiału. W dodatku niezwykle popularne stało się krojenie go ze skosu, co nie należało do oszczędnych technik. Panie, których nie było stać na zmianę garderoby i zakup długich kuponów tkanin, starały się przerabiać stare sukienki, dodając do nich fragmenty materiałów. Ta metoda nie po raz ostatni w historii okaże się przydatna i popularna.

Kolejna niezwykle istotna zmiana tyczyła się fryzur, choć miała podłoże w szerzej pojmowanej estetyce dekady – włosy praktycznie do końca lat 30. pozostały względnie krótkie, ale zaczęto je farbować na blond i poddawać trwałej ondulacji. Kapelusze zmieniły formę, stały się płytsze i stopniowo przesuwały się na przód głowy, by ustąpić miejsca coraz bardziej misternym uczesaniom.

Śmiało można powiedzieć, że ostatnia przedwojenna dekada upłynęła w modzie pod hasłem kobiecości we wszystkich jej aspektach. Z jednej strony modne stały się jaskrawe zestawienia kolorów, kwiatowe desenie, bukieciki dopinane do bluzek czy dziewczęce wręcz nawiązania do strojów ludowych. Z drugiej, gdy nadchodził wieczór, kobieta przeradzała się w famme fatale, płynącą przez parkiety nocnych lokali w ledwie zakrywających ciało, połyskujących toaletach.

Tryumfy dziesiątej muzy

W latach 30. w przemyśle kinowym nastąpiła rewolucja, która jedne gwiazdy pogrzebała w lamusach, a innym pozwoliła wzbić się na szczyty. Mowa o udźwiękowieniu filmów, które sprawiło, że poza wyglądem zaczęły liczyć się też barwa głosu, a także zmora wszystkich zagranicznych aktorów Hollywood – akcent. Międzi innymi z tych powodów dobiegły końca lata największej sławy Poli Negri, polskiego talentu za oceanem. Pojawiły się jednak nowe gwiazdy, zarówno na kontynencie jak i w USA, które miały przetrwać nawet kilka dekad: Marlena Dietrich, Greta Garbo, Joan Crawford czy Ginger Rogers. Ich uroda i styl stały się wzorem dla kobiet na całym świecie. Trzeba jednak przyznać, że jako aktorki miały dużo szczęścia – trafiły na lata, w których wbrew ekonomicznym uwarunkowaniom, królestwo próżności i przepychu w postaci przemysłu filmowego było potrzebne i dochodowe.

Ludzie chodzący do kin nie mieli ochoty oglądać szarego, codziennego życia. Dziesiąta muza była cudem i w tej sferze miała pozostać – bajkowe love story, filmy kabaretowe i musicale z największymi gwiazdami w obsadzie święciły tryumfy. To właśnie ich wpływ ukształtował w dużej mierze charakter mody wieczorowej lat 30. Na licznych zdjęciach, czy to w Los Angeles, Paryżu, Berlinie czy w naszej rodzimej Warszawie widzimy kobiety spowite w jedwabie, szyfony, organdynę czy futra . Toalety koniecznie sięgały ziemi, często ciągnęły się po podłodze. Kolorystyka była wręcz baśniowa – do modnych należały pastelowe, a nawet jaskrawe kolory, choć czerń bynajmniej nie została zapomniana. Łączono różne rodzaje tkanin, stosowano nawet futrzane obszycia czy etole. Suknie często krojono asymetrycznie, z licznymi draperiami i załamaniami, by wykorzystać właściwości eleganckich tkanin, takich jak np. jedwab. Nowością były też odkryte plecy w sukniach. W numerze czasopisma Praktyczna Pani z grudnia 1937 roku (patrz Galeria) prezentowane są cztery wieczorowe kreacje, wykonane z tafty, aksamitu, koronek czy jedwabiu lub z połączenia tych tkanin. Na uwagę zasługuje proponowany jako okrycie żakiecik obszywany lamparcim futrem. Oznacza to, że zwyczajna kobieta również chciała od wielkiego święta zabłysnąć pięknym strojem. Nie były to rzecz jasna toalety na miarę gwiazd kina, projektowane i szyte przez najwybitniejszych artystów, ale dzięki odrobinie sprytu i popularnym technikom łączenia tkanin można było osiągnąć pożądany efekt.

Gwoli ciekawostki należy pamiętać, że umasowienie przemysłu modowego w dwudziestoleciu międzywojennym miało też swoje groteskowe strony. Wprawdzie nawet mało zamożna pani mogła pozwolić sobie, by mniej lub bardziej podążać za trendami, jednak nie oznaczało to, że zawsze wiedziała w czym i kiedy wypada się pokazać. W czasopismach z tamtych lat niejednokrotnie poruszano ten problem – rozgraniczenie na konkretne pory dnia i okazje wciąż było żywe, a panie udające się po zakupy w falbaniastych sukniach narażały się na śmieszność.

Były jednak miejsca, gdzie przepych i przesada utrzymana w granicach konwencji były jak najbardziej na miejscu. Należały do nich kabaretowa scena i filmowe kadry.

Błękitne Anioły

Gdy myślimy o kabarecie lat 30., przychodzi nam na myśl jako pierwsza Marlena Dietrich, niepodzielna królowa sceny. Z produkcji z jej udziałem, które prezentują świat kabaretu, do najważniejszych należał Niebieski Anioł (Der Blaue Engel, 1930), pierwszy w pełni udźwiękowiony film niemieckiej produkcji. To z niego pochodzi słynny szlagier Ich bin die fesche Lolla. Kolejnym ważnym filmem było Marocco z tego samego roku. Inną istotną produkcją, już bez udziału zjawiskowej Niemki, było Moulin Rouge z 1934 roku, z którego pochodzi przywołany w tytule artykułu szlagier Boulevard of Broken Dreams wykonywany przez Constance Bennett.

Moda kabaretowo-kinowa miała wiele wspólnego z i tak już jaskrawą modą wieczorową, charakteryzowała się jednak większą scenicznością. Jak łatwo się domyślić, królowały pióra w przeróżnych odmianach i zastosowaniach – jako ozdoby kapeluszy, długie boa czy wachlarze. Nadal, co nie zmieniło się od lat 20., wiele strojów ozdabiano cekinami. Jednak najbardziej rozpoznawalne są elementy stroju męskiego, chętnie wykorzystywane w przedstawieniach, a rozpropagowane przez Marlenę Dietrich. Należą do nich przede wszystkim cylinder, a także smoking, który aktorka przywdziała w filmie Marocco. Do popularnych należały też rozmaite tematyczne stylizacje tancerek kabaretowych, które występowały w strojach marynarskich, hiszpańskich czy orientalnych. Kobieta z kabaretu lat 30. łączyła w sobie w sposób komplementarny pierwiastek męski i żeński. Była jednocześnie pociągająca, pełna seksappealu i bardzo kobieca, z drugiej strony poprzez wprowadzanie elementów męskiego stroju stawała się też silna i charyzmatyczna. Miała scenę w całkowitym posiadaniu.

The joy that you find here, you borrow, You cannot keep it long, it seems (Radość, którą tu znajdujesz, można pożyczyć, lecz zdaje się, że nie na długo możesz ją zatrzymać) – te słowa Constance Bennett ze wspomnianego już przeboju wydają się dobrze oddawać sens ulotnego czaru kina i kabaretu tamtych przedwojennych lat. Kobiety jednak, mimo przeszkód, starały się choć część świata marzeń urzeczywistniać w codziennej egzystencji, by wyglądać pięknie i tym samym dodać uroku swojemu życiu. W dzisiejszych, nie mniej zdominowanych przez pogoń za modą i marzeniami, czasach powinnyśmy brać przykład z ich codziennej elegancji oraz czerpać inspiracje ze zjawiskowej mody, która każdej kobiecie dodawała wdzięku.

Ewa Tamara Łukasik